Stan polskich dróg
Co roku na polskich drogach w 50 tys. wypadków ginie prawie 6 tys. osób. Nadmierna prędkość, alkohol, łamanie przepisów drogowych - wymieniają policjanci. Statystyki milczą o tym, ile wypadków spowodowanych jest przez złe oznakowanie, niewłaściwe zaprojektowanie drogi, lub wady konstrukcyjne nawierzchni. Na samym końcu statystyk policyjnych można znaleźć rubryczkę o przyczynach wypadków „najechanie na wybój, garb, dziurę”. W zeszłym roku policja odnotowała takich wypadków zaledwie 57! Zginęły w nich trzy osoby, a 66 zostało rannych.
Być może źle wykonana lub zaprojektowana droga jest „cichym zabójcą” ? Kierowcy ze Śląska znają Siewierz w okręgu katowickim. „Tam pomoc drogowa pojawia się zawsze, gdy pada deszcz, bo wiadomo, że na śliskiej drodze ludzie będą lecieć do rowów” - mówi śląski policjant. „Nieoficjalnie mówi się, że ten asfalt ma złe właściwości”.
Według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, drogi są doskonałe. Jak wygląda procedura sprawdzania nowo wybudowanej drogi? Opowiada mgr inż. Tomasz Wawrzonek, właściciel firmy projektowej Dróg Tom z Trójmiasta: „Na każdym z etapów budowy droga jest kontrolowana. Na początku sprawdza się usztywnienie podbudowy, następnie jakość użytego asfaltu. Dokładne badania próbek robi się w laboratorium. Kolejnym etapem, gdy droga jest wybudowana, jest sprawdzanie wytrzymałości podłoża. Po drodze jedzie samochód ze specjalnym wózkiem, który naciskając na asfalt pokazuje na ekranie komputera wytrzymałość nawierzchni. W podobny sposób sprawdza się, czy droga jest równa - samochód ciągnie coś w rodzaju poziomicy i na ekranie komputera widać wówczas, czy nawierzchnia została równo położona”.
Mimo doskonałego przygotowania teoretycznego budowniczych, polskie drogi są w złym stanie. W latach 80. były przygotowane na maksymalny nacisk osi wynoszący 8 ton. Dzisiaj trasy nowe lub przechodzące remonty generalny, są budowane w takiej technologii jak w Unii - muszą utrzymać nacisk 11,5 tony na oś. Według fachowców, w Polsce takich dróg jest jednak zaledwie 3%! Tak projektowane mają być m.in. polskie autostrady. Niestety, to znów tylko teoria. Wiedzą o tym najlepiej kierowcy jeżdżący oddaną niespełna dwa lata temu autostradą z Konina do Poznania. Na odcinku Konin-Września już po kilku miesiącach pojawiły się liczne pęknięcia.
Nieprzyjemną przygodę przeżył Jarek, prawnik z Poznania. „Jechaliśmy tamtejszym odcinkiem autostrady. W pewnym momencie usłyszeliśmy straszny huk, a nasza Toyota niemal uniosła się w powietrze. Stanęliśmy, okazało się, że na drodze podniosły się płyty betonowe. Dwie alufelgi nadają się tylko do wymiany” - wspomina zdenerwowany.
O tym, jak w Polsce remontuje się drogi, najlepiej wiedzą kierowcy TIR-ów. Jednym z nich jest Łukasz Szwed z Olsztyna: „Gdy wyremontują jakąś drogę, zaraz pojawia się na niej znak ograniczający tonaż, jaki po tej drodze może się poruszać” - opowiada kierowca. „Gdyby puścili normalny ruch, to firma w ramach gwarancji musiałaby taką drogę cały czas naprawiać”. Bo tak naprawdę najgorsze są w Polsce koleiny. Niestety nie wygląda na to, by niebawem miało być lepiej.
Co jednak w przypadku, gdy droga jest oznakowana w skandaliczny sposób? W 2003 r. przy zjeździe z Trasy Siekierkowskiej zginęła kobieta. Rozbiła auto o stalowy słup, na którym wiszą tablice informacyjne. Kobieta dopiero w ostatniej chwili zauważyła oznakowanie informujące o kierunku. Nie zdążyła wyhamować, ponieważ znaki zostały ustawione za daleko, a poza tym wprowadzały kierowców w błąd. Kto za to odpowiada?
Kto winien jest śmierci dwóch osób w podwarszawskim Komorowie ? W uliczki miasteczka zapuścił się rosyjski TIR. Przy jednym ze skrzyżowań nie zauważył zasłoniętego przez krzewy znaku „ustąp pierwszeństwa”. TIR zderzył się z osobowym autem. Kierowca przeżył, ale zginęły jego żona i córka. ZDM winą za nieprzycięte krzewy obarcza Zakład Oczyszczania Miasta. Tyle, że ten działa właśnie na zlecenie… ZDM!
Jeżeli niedbalstwo zarządcy drogi jest ewidentne lub w wypadku zginą ludzie, sprawą może zająć się policja, a następnie prokurator. W przypadku dróg gminnych odpowiedzialnym zarządcą są gminy, powiatowych - powiatowe zarządy dróg, wojewódzkich - zarząd dróg wojewódzkich, krajowych - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Aleksander Daszewski, asystent Rzecznika Praw Ubezpieczonych, zapewnia, że mamy szanse na odszkodowanie, jeśli do wypadku dojdzie z winy zarządcy drogi.
„Osoba poszkodowana musi zgromadzić dowody, poświadczające w jaki sposób doszło do wypadku” - mówi Daszewski. Spisane oświadczenia świadków, policyjny protokół, a także, jeżeli to możliwe, zdjęcia. Do tego powinniśmy dołączyć kosztorys lub też rachunki za naprawę. Z dokumentami musimy się udać do zarządcy drogi. Ten może nas odesłać do swojej firmy ubezpieczeniowej. Bada ona, w jaki sposób doszło do zdarzenia, ocenia też koszty napraw i odszkodowania. Ma na to 30 dni.
Podobnie jest wtedy, kiedy do wypadku dojdzie z powodu złego oznakowania drogi. Niestety, to ciągle kierowcy muszą udowadniać, że do wypadku doszło nie z ich winy, a nie odwrotnie - zarządca, że jest niewinny. Dopóki się to nie zmieni, nikt nie będzie się nawet przejmował fatalnym stanem dróg i ich oznakowania. Zarządca zawsze przecież może liczyć na to, że poszkodowany kierowca zniechęci się skomplikowaną procedurą i po prostu zrezygnuje z dochodzenia swoich krzywd.